Menu

Liczy Się Piłka

Piłka nożna, Widzew, Reprezentacja

Serce drużyny

maqnat

Nie tak dawano miała miejsce premiera filmu „Broendby … nasza ziemia obiecana”.
Na jednym z popremierowych lajwów udało mi się zadać pytanie naszym wiecznie odkurzanym legendom.
„Jak się buduję taką pewność siebie, jaką pokazywali na boiskach europy?”
Odpowiedź była prosta. Wyniki sprawiały że ta pewność siebie rosła. Każde dobre podanie, każda klepka, każdy metr boiska zdobyty w założony przez trenera sposób, powodowały że Citko, Zając, Szymkowiak i inni czuli się coraz pewniej.
Na drugą część pytania „Jak taką pewnością siebie można zarazić dzisiejszych grajków?” w odpowiedzi otrzymałem tylko uśmiech.  Czyli co? Że się nie da? Że samymi słowami niewiele da się zrobić?

Coś w tym jest.
Zieleniecki, Kristo, Demjan, Pieńkowski i reszta sami muszą to zrobić.
Muszą poczuć zaufanie do kolegów, muszą poczuć zaufanie do samych siebie, do swoich umiejętności i do trafności podejmowanych decyzji. Tylko grą da się coś takiego zrobić.
Owszem można przyjść przed meczem, porozmawiać przy kawie. Można w szatni nakręcać się wzajemnie, sklejaniem piątek, poklepywaniem się po plecach czy mowami motywacyjnymi w amerykańskim stylu, ale z pierwszą dotkniętą piłką to wszystko znika. Od pierwszego gwizdka sędziego na boisku jesteś sam. Niestety w ten sposób zachowują się nasi gracze, zapominając że 10 innych chłopaków, ubranych w te same barwy przeżywa dokładnie to samo. Wystarczy tylko aby do każdego z nich dotarło, że ten facet biegnący obok, przede mną, za mną, ma dokładnie ten sam cel. Jak najszybciej przenieść się pod bramkę przeciwnika, jak najszybciej usłyszeć piłkę trzepocącą w siatce, czy zwyczajnie jak najszybciej pozbawić piłki przeciwnika.
Obejrzałem każdy mecz co najmniej dwukrotnie. W każdym chodzi dokładnie o to samo. Brak jest poczucia wspólnoty, jedności w dążeniu do celu. Nikt nie gra dla drużyny. Każdy gra dla siebie.
Pchamy się do przodu z piłką przy nodze, zamiast najzwyczajniej w świecie zacząć ją klepać w trójkątach.  Na każdym treningu do znudzenia grane jest w dziadka, sprawia to każdemu z zawodników, mniejszą lub większą frajdę. Na pewno powoduje zabawne sytuacje, co wywołuje uśmiech na twarzach chłopaków. Po prostu bawią się piłką i przez tą zabawę budują wspomnianą wcześniej pewność siebie.
A gdyby tak zacząć bawić się podczas meczu? Wziąć takiego szczyla Szarpaka rozklepać kilka razy, niech odechce mu się gry, a może takiemu Ślęzakowi puścić piłkę kilka razy miedzy nogami niech skupi swe myśli na obronie a nie strzelaniu goli. Może by tak po prostu złapać luz w dupie i tak naprawdę pokazać co potrafimy.

Mamy momenty gry w których oczy przestają krwawić a ręce składają się do oklasków. Są to chwile w których zaczynamy ruszać się po boisku, pomocnicy pokazują się do gry, obrońcy idą na obiegnięcie, po prostu dajemy sobie wiele możliwości rozegrania piłki.
Wiemy już że takiej gry nie da nam Olek Kwiek ze względu na uraz. Uraz psychiczny do biegania. Mamy natomiast Kristo, który z każdym meczem pokazuje że jego cechy motoryczne i wolicjonalne, połączone z umiejętnościami, zostały idealnie dobrane do charakteru tej drużyny. Wiemy że wątrobę za ten klub odda Kozłowski, płuco Pieńkowski a nerkę Wolański, brakuje już tak niewiele by stworzyć dobrze funkcjonujący organizm.
Na mózg całej operacji wyrasta Kristo wespół z Kazimierowiczem.
Niestety wciąż serce Łodzi bije tylko na trybunach. Na boisku niestety jeszcze go nie ma.

Takim sercem będzie DRUŻYNA ciesząca się grą. Drużyna pewna siebie, która tą pewność pokaże chęcią do gry, a nie staniem na boisku z przekonaniem że wszystko zaraz samosie.
Kiedy zobaczymy grający Widzew? Nie wiem. Oby jak najszybciej.

Ku chwale …

© Liczy Się Piłka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci