Menu

Liczy Się Piłka

Piłka nożna, Widzew, Reprezentacja

Cztery trybuny

maqnat

Kupując karnet czy bilet na mecz, często zastanawiamy się które miejsce wybrać aby odbiór meczu był jak najlepszy.
Często decyzje podejmujemy pod wpływem impulsu lub po prostu idąc za kolegami.

Minął już rok od otwarcia stadionu i właśnie teraz mogę powiedzieć że kibicowałem z czterech trybun.

Zacznijmy alfabetycznie od trybuny A - bo tam zaczęła się moja przygoda z nowym stadionem.
Sektor A10R - Zdecydowanie zbyt blisko sektora gości. Nawet niewielka grupa jaka przyjechała z Łomży potrafiła zepsuć odbiór meczu.
Czterotysięczny młyn był niesłyszalny w momencie kiedy kibice z Łomży uskuteczniali własne przyśpiewki.
Dla wielu z nas także bezpieczeństwo jest bardzo ważne. Sektory A9, A10 i  A11 w żaden sposób nie są zabezpieczone przed latającymi przedmiotami z sektora gości. Przed przyjęciem poważnej grupy nielubianych gości należałoby zamontować bardzo gęstą stalową siatkę, tak jak to jest czynione w Zabrzu - oczywiście po fakcie.
Bez gości odbiór meczu i tak jest dość słaby ze względu na zbyt dużą ciszę na sektorze. Owszem są momenty że wszyscy się poderwą z dopingiem ale przez większość meczu czułem że przeszkadzam innym, zbyt głośno śpiewając. Choć ani razu nie usłyszałem "SIADAJ" i całe mecze oglądałem na stojąco. Mimo że cześć sektora A10 jest rodzinna dzieciaki nie przeszkadzają w odbiorze.
Bardzo dobry widok na murawę i młyn, co mocno urozmaica doznania wizualne podczas opraw.
Catering odpowiedni. Giętka na tyle dobra, że prócz oczekiwania na mecz, czekam zawsze kiedy małżonka z córką oddadzą mi swoje niedojedzone części, by potem mówić mi „ zrób coś ze sobą, nic tylko żresz i bojler ci rośnie”. Robie ze sobą to coś na każdym meczu. Dojadam po was drogie panie.
W okienku bardzo charakterystyczny Pan z wyglądu przypominający Kazia Węgrzyna, zawsze spełni prośbę o przekrojenie bułki czy dolanie musztardy. Po za organizacją kolejki nie mam zastrzeżeń do obsługi.

Przejdźmy dalej a w zasadzie przenieśmy się na drugą stronę sektora A czyli A1.
Miało być głośno i jest. Bezpośrednie sąsiedztwo młyna powoduje że musisz kibicować i nie jesteś traktowany jak intruz kiedy wstaniesz i wydasz z siebie najgłośniejszy możliwi dźwięk.
To w tym sektorze powinni siadać młodzi adepci dopingu aby po osiągnięciu nastoletniości przenieść się „pod zegar”. No i tej młodzieży młodszej jest dużo, co z jednej strony cieszy, bo podanie odpowiedniej szczepionki w tak młodym wieku zapewne poskutkuje odpornością na wirusa przeplatanki, z drugiej strony latające w koło szkraby trochę rozpraszają.
Niestety pozostałe trybuny są dość słabo słyszalne dzięki czemu atmosfera jest dość „MONO”.
Kiełbasa i buła ten sam smak. Zawsze ten sam. Nie ma w okienku „Kazia Węgrzyna” ale i tak jest dość miło. Czuję się jak klient wydający pieniądze a nie jak ktoś przeszkadzający w odpoczynku.
Wszystko prócz niestrefowanej (strefa tylko piwo, strefa więcej niż piwo) kolejki jest na dobrym poziomie.

Pozostańmy na A, ale udajmy się w sektor bliżej centrum boiska. Sektor A4.
Usiądźmy, rozkoszujmy się widokiem, zostańmy tam na zawsze i czerpmy mecz wszystkimi zmysłami. Nagle zdajesz sobie sprawę że w raju jest miejsce gdzie może być raj rajów.
Tak jakbyś przez całe życie słuchał swojej ulubionej muzyki ze starej pogniecionej kasety i nagle ktoś by ci ją odtworzył w najwyższej jakości dźwięku. Takie porównanie SD z K4.
Widoczne wszystkie trybuny jak na dłoni. Słyszane wszystkie trybuny każda z osobna. A kiedy już ryknie cały stadion, wiesz że znalazłeś swoje miejsce w Sercu Łodzi. To tutaj chcesz zawsze wracać, widzieć i słyszeć to co właśnie przeżyłeś.
Biorąc udział w dopingu tworzysz niepowtarzalną atmosferę, ale jak tylko zamilkniesz na chwilę, raz nie klaśniesz, raz nie krzykniesz, to usłyszysz jak ten stadion żyje.
Kibice zajmujący sektory od A4 do A9 są zdecydowanie wyróżnieni. I wcale im się nie dziwię że wolą słuchać niż krzyczeć. Rozkosz dla zmysłów.

Korzystając z okazji otwartej bramki miedzy sektorami A i B udałem się w stronę trybuny zwanej Niciarką. W drodze stwierdziłem że goście mają zdecydowanie zbyt dobry widok na murawę. W sumie to o wiele lepszy niż kibice zasiadający na łukach stadionu. Umiejscowienie sektora dla gości na krótszej prostej nie jest najlepszym pomysłem. Łuki zazwyczaj nie są wypełnione miejscowymi kibicami więc tam należałoby przenieść „klatkę”. Nie zniszczyłoby to Niciarki.
Kiedyś trybuna B była odbiciem młyna. To dialogi prowadzone miedzy Młynem a Niciarką powodowały niespotykaną nigdzie atmosferę.
Dziś niestety niciarka to karnety fundowane a więc wycieczki szkolne i inne zorganizowane grupy młodych kibiców, co nijak ma się do tradycji tej trybuny, gdzie często można było słyszeć niewybredne epitety na temat pani z warszawy czy o analnej miłości do rywali z za miedzy.
Co mnie niestety bardzo niemiło zaskoczyło to w chuj pijanych łebków ledwo trzymających się na nogach oddających mocz na klatce schodowej.
Toalety na stadionie są niekiedy czystsze niż w naszych domach i znacznie lepiej jest z niej skorzystać niż olać ścianę we własnym domu. Wstyd, chamstwo i prostactwo niestety wyniesione z domu.
Nie wiem jak z cateringiem. Na B nie korzystałem.

Przejdźmy więc do kolejnej literki alfabetu. Ten akapit sponsoruje literka C.
Na trybunie C znalazłem się przy okazji meczu Polska – Finlandia U21.
Tak wiem. Inny kibic, inna kultura kibicowania ale innej sposobności nie miałem więc opisze to co zaobserwowałem.
Trzeba nieźle się napocić w młynie aby zaktywizować te część stadionu. To jest trybuna żyjąca swoim życiem. Bardzo spontaniczna i tak reagująca na wydarzenia na boisku. To stąd najczęściej słyszymy gromkie R-T-S po ładnej choć nie zawsze udanej akcji Widzewiaków. To właśnie z tej trybuny sędziowie słyszą jak jest oceniana ich praca. To kibic z tej trybuny zachęci skrzydłowego do zapierdalania ewentualnie poprosi aby się położył zamiast udawać że się biega.
Przeciwnicy, zazwyczaj udawacze, wolą raczej się w tej części boiska nie przewracać gdyż zazwyczaj usłyszą żeby „szybko stąd uciekali”, w skróconej formie oczywiście.
Trybuna rządząca się swoimi prawami ustalonymi przez FC jeszcze za czasów starego stadionu.
Teraz pewnie wielu kibiców ze starej niciarki przeniosło się „pod maszty” stąd takie doznania.
Catering jak na A. Dobrze i bez marudzenia.

No to lećmy w końcu pod Zegar. Trybuna D, jedyne takie miejsce na świecie, niepodrabialne.
Nie obejrzysz meczu z tego miejsca stadionu i to nie ze względu na złą jego konstrukcję czy ograniczoną widoczność.
Idąc do młyna zajmujesz stanowisko dowodzenia na stadionie. To od Ciebie i ludzi w koło zależy jakie wsparcie dostaną piłkarze i jak reszta stadionu włączy się do dopingu. Musisz być czujny jak gajowy, aby w odpowiednim momencie wydać  z siebie najgłośniejszy w życiu dźwięk. Musisz być czujny jak ważka aby w odpowiednim momencie klasnąć w dłonie. Najlepiej jeszcze abyś miał zeza by było możliwe jednoczesne obserwowanie gniazdowego i tego co się dzieje na murawie.
Serce stadionu bijące własnym tempem, rzadko zwracające uwagę na inne trybuny, a raczej zachęcające innych do bicia w tym samym rytmie.
Tu z jednej strony dostanie się po uszach cateringowi z drugiej strony zostanie pochwalona organizacja.
Kiełbasa w bułce. Tak zwany hot-dog tylko zamiast parówki jest stadionowa giętka.
W żadnym sektorze nie spotkałem się z odmową umieszczenia kiełbasy w bułce.
Stało się to oczywiście na D. Pusto przy okienku a wysportowany Pan stwierdził że bułek nie kroimy. Faktycznie wielka fatyga. Nie to nie wezmę na tacy. Dla  mnie też żaden problem rozerwać bułkę włożyć w nią kiełbasę i nasmarować musztrą. Jestem już dużym chłopcem radzącym sobie w „kuchni”.
Brzmiało to mniej więcej tak „plebsowi bułek nie kroimy. Chcesz jeść to jedz jak ci podamy a wymagań nie miej żadnych.”
Pochwała natomiast należy się za organizacje kolejki.
Tylko piwko na lewo, więcej niż piwko na prawo. Dzięki temu kolejka po żarło jest krótsza a i piwosze są szybciej obsługiwani nie czekając aż kolega pokracznie podźwignie uginającą się tackę z kiełbasa i bułą.

Każda trybuna ma swoje uroki. Każda ma swoje niedoskonałości. Wybór miejsca jest sprawą indywidualną. Sterałem się wam przybliżyć trochę atmosferę każdej z trybun. Są to moje subiektywne odczucia i chętnie poczytam czy się z nimi zgadzacie czy nie.
Pamiętajmy jednak że ten stadion to jest nasz dom. Traktujmy go z szacunkiem aby służył nam przez długie lata.
Nie szczajmy na własne ściany. Nie srajmy na własny dywan, bo nawet ptak wystawia zad z gniazda aby do niego nie narobić.

Ku chwale …

© Liczy Się Piłka
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci